Sylwester, no tak.Szampańska zabawa do rana, fajerwerki, muzyka na full, pełno zdjęć.Tak też było w moim przypadku.Tylko że ja postanowiłam spędzić go w bardziej kameralnzm gronie, w gronie mojej ukochanej przyjaciółki.Na pewno nie raz, nie dwa wstawiłam jakieś zdjęcie z nią.Ta mała *prawie*czarnowłosa istota zawojowała w moim sercu jakieś 10 lat temu.Do dziś w nim została.To kupa czasu, i nawet ta przyjaźń może Wam się wydać nierealna, nieprawdziwa, fikcyja wymyślona na potrzeby rozowju bloga. Nie, jesteśmy prawie siostrami, nasza więź przetrwała tyle lat, mam nadzieję, że przetrwa aż do śmierci.No bo kto mógłby poróżnić siostry? Lub tak zwane BFF znające każde wady, zachcianki, głupie ulubione seriale, nawyki? Cieszę się, że mogłam spędzić ten sylwester z osobą, której w jakimś sensie zawdzięczam tym kim jestem.Cieszę się, że jest ze mną, i prawdopodobnie już zawsze będzie.
A Wy jak się bawiliście? :)